Skip to content

Szczur lądowy vs. szczur wodny.

Wczoraj dowiedziałem się, że jestem szczurem wodnym – tak przy okazji, że weszliśmy w nowy Chiński kalendarz. Okazało się też, że życiowo jestem sercem związany z metalowym koniem. Jeśli, tak jak ja macie wrażenie, że ten związek może być skomplikowany – to przybijam z Wami piątkę 😉

Ale to by się zgadzało i wiele wyjaśniało. Moje przywiązanie do tej cienkiej zamglonej linii morskiego horyzontu i tej wszelakiej letniej bezsensownej krzątaniny ludzkiej w piasku na jej skraju. Tak w ogóle, ta człowiecza bytność w tej przestrzeni. To siłowe niemalże wymuszanie od życia wspomnienia tej dziecięcej, dawno minionej „Le grand vitale”. Lubię to obserwować. Ale jak każdy szczur, choć jestem istotą stadną, za najwyższy stan doświadczania uważam dobrze skomponowaną samotność ze starannie wyważonych zdarzeń i kontaktów . Może dlatego tak pokochałem to analogowe, manualne fotografowanie? Ten specyficzny, unikalny kontakt ze sobą. Tak cenny w tych przyspieszających wciąż czasach śmieci, chaosu i duchowego mikroplastiku zatruwającego nas po cichu, ale konsekwentnie, zakulisowo i wytrwale.

Lubię też góry. Choć ich już od wielu lat nie doświadczam, to wiem, że wciąż cierpliwie czekają na mnie. Na pewno spotkamy się jeszcze. Kto wie – może nie jeden raz. Pięknie wyznaczają limity i wykresy możliwych osiągnięć, gdy patrzysz na linię osiągnięć z perspektywy panoramy. 

Cienka zamglona linia horyzontu, gdy patrzysz w morze, to swoisty horyzont zdarzeń. Miejsce, które po przekroczeniu staje się dla nas tajemnym misterium doświadczeń. A dla świata zewnętrznego jedynie stopniowo wygasającym wspomnieniem. Linia, która jest w Tobie i która gdy się do niej przybliżasz wciąż i nieustannie jest na granicy Twego wzroku. Ciche i spokojne, pofalowane linie wzgórz, połonin, dużych hal i wniesień. Ostre zarysy szczytów, skalnych urwisk i wypiętrzeń to ostry bit Twego niestrudzenie, wciąż pracującego na Twe istnienie serca.

Zatem wróćmy do czasów sprzed setek lat. Do poprzedniego wcielenia, gdy na starym chińskim żaglowcu handlowym przemierzałem Morze Zatem wróćmy do czasów sprzed setek lat. Do poprzedniego wcielenia, gdy na starym chińskim żaglowcu handlowym przemierzałem Morze południowo i wschodniochińskie żerując na zgromadzonym pod pokładem zbożu i zupełnie nieświadomie przenosząc niszczycielskie chorobowe zarazki na rasę najeźdźców. Gatunek który jak nowotwór wyodrębnił się z całego ekosystemu i zaciekle eksterminując siebie, niszczy całe środowisko, z którego się wywodzi..wschodniochińskie żerując na zgromadzonym pod pokładem zbożu i zupełnie nieświadomie przenosząc niszczycielskie chorobowe zarazki na rasę najeźdźców. Gatunek który jak nowotwór wyodrębnił się z całego ekosystemu i zaciekle eksterminując siebie, niszczy całe środowisko, z którego się wywodzi..

Szczur lądowy, czy szczur wodny? Znów tak jakby się zgadzało. Nie czuję się dobrze zamknięty w połaci koegzystujących w swych komorach życiowych współplemieńców czających się w samotni swych domów i mieszkań. Kocham wolność, podróż i z samym sobą obcowanie. Płynę statkiem wodnym szlakiem od portu do portu. Tam wysiadam, wtapiam się z euforią w gwar i radość wymieniając się energią. Cykl się powtarza. Tak długo, na ile był zaprogramowany.

Wczoraj dowiedziałem się też, że dzisiaj nie wolno wynosić śmieci. Taki dzień to post dla szczura. Więc dzielę się nim z Wami tu i teraz. Zanim przyjdzie wiosna.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *